- Dzień dobry.
-Hej...kochanie nie mamy z tatą z byt wiele czasu, śpieszymy się do pracy, tu masz naleśniki, nie zapomnij że jeszcze musisz kupić książek.
Tak...ta kobieta potrafi mnie pocieszyć. "Czemu nie kupiłam tych książek wcześniej? A no tak, odbudowa Hogwartu, odnalezienie rodziców , urządzenie nowego domu i spotkania z przyjaciółmi. Nie było po prosto jak tego zrobić" z tą myślą zabrała się za zjedzenie naleśników. Po śniadaniu wybrała się do księgarni "Esy-Floresy". Zakupiła wszystkie potrzebne książki a nawet te których nie potrzebowała, przecież to Hermiona, nie czekaj, miała przestać być Kujonką, cóż zostanie jej na później, zresztą i tak same podręczniki zajęłyby za dużo miejsca w jej torbie, nawet zmniejszone. Odesłała więc uzupełniające lektury i podręczniki do swojego kufra, który czekał w domu aż dziewczyna deportuję się tam by go zabrać i wrócić na Kings Cross. Po wyjściu z księgarni zaszła na targ. Usiadła na ławce i zamknęła oczy. Wdychała świeże, chłodne powietrze będące zbawieniem przy takiej temperaturze. Nagle otrząsła się - Nie miała szaty!- Poszła do sklepu pani Malkin. Stanęła na stołku, jak przed ośmioma laty Harry, z tą różnicą, że w tedy na drugim stołku był Draco. Instynktownie spojrzała na ten obok niej. Całe szczęście nikogo nie było. Gdy po jakiejś godzinie wyszła do sklepu, jej burczący brzuch dał znać że jest głodny, znowu. Stanęła przy stoisku z pomarańczami, uwielbiała te owoce, mają przepiękny zapach.. o jak perfumy to tylko o zapachu czekolady lub owoców, najlepiej pomarańczy i malinek . Już miała stanąć w kolejce, gdy ujrzała bardzo przystojnego młodzieńca, był szatynem, miał zaniedbane włosy i lekki zarost, lecz gdy spojrzała w jego stalowe oczy, przypomniała sobie pewną osobę którą nie miło zapamiętała był nim..
-Malfoy!
krzyknęła przerażona, ponieważ chłopak złapał ją od tyłu wszędzie rozpoznam ten ton, seksowny a zarazem jakby ktoś chciał cię zabić.
krzyknęła przerażona, ponieważ chłopak złapał ją od tyłu wszędzie rozpoznam ten ton, seksowny a zarazem jakby ktoś chciał cię zabić.
-Daj spokój Granger. Stęskniłaś się??
Na jego twarzy ukazał się irytujący ją uśmiech.
-Za tobą!? Nie rób sobie nadziei.
Powiedziała z odrazą.
-Zaraz, zaraz a gdzie Szlamo? Czyżby Pan szanowny arystokrata się znudził?
Po chwili żałowała swojego pytania. Bo Malfoy zbliżył się do niej niebezpiecznie blisko. Następnie nachylił się i szepnął do jej ucha:
-Po pierwsze nie znudziłem się tylko oszczędzam głos, a po drugie Szl... Granger...
Nadzieja umiera ostatnia...
I odszedł zostawiając Hermionę samą i skołowaną
Czy ja się nie przesłyszałam? Czy właśnie Malfoy był dla mnie no na swój sposób miły? Swoją drogą Malfoy jest dosyć przystojny, zaraz, zaraz to Malfoy, Ślizgon nad Ślizgonami! On nie może mi się podobać przecież to zwykły zboczeniec. Ehhh . Kompletnie zapomniała o przystojnym młodzieńcu któremu tak się przyglądała. Zamyślona oparła się o stragan.
-Przepraszam- usłyszałą dostojny i seksowny głos za sobą. Odskoczyła a wtedy wszystkie owoce
runęły. Mionka lekko się zarumieniła. Myślała, że to znowu Malfoy i chciała uciec, ale.. nie wyszło. Okazało się że właścicielem tego głosu nie jest Malfoy, lecz ów przystojny młodzieniec. Poróżowiała jeszcze bardziej. Nie wiedziała, co powiedzieć. Cisze przerwał nieznajomy
-Wiesz? Uroczo wyglądasz, gdy się rumienisz. Jestem Bob. Bob Smith A ty?
Zaczął i pomógł zbierać zrzucone przez nią owocę
-Jestem Gremiona... to znaczy Hermiona. Hermiona Granger
Urwała, bo ich dłonie się zetknęły wywołując dreszcze u obojga. Jak oparzeni zabrali ręce. Zarówno Hermiona, jak i Bob lekko się uśmiechnęli i zaczęli zbierać owoce.Nagle kobieta walnęła się z otwartej dłoni w czoło. Wyciągnęła różdżkę i jednym zaklęciem sprawiła, że bałagan znikł. Gdy wszystkie zdrowe smakołyki zostały ułożone ponownie na straganie wstała, a to samo zrobił mężczyzna. Widziała jak zerka za jej ramię, ale nie chciała się odwrócić, żeby sprawdzić co to, napawając się widokiem szatyna. Młodzieniec uśmiechnął się pod nosem, a potem usłyszała głuchy trzask, jakby ktoś spadł. To też zignorowała, gdyż chłopak zaproponował:
-Nie kupie ci tyle owoców ale mogę zaproponować lody,skusisz się?
-Eee...Tak
Chłopak wskazał na ciemną uliczkę i żartobliwie skierował ręke do rozporka. Oboje parsknęli śmiechem, potem podeszli lodziarni Floriana Frantescue, którą zajmował się teraz syn założyciela, gdyż ten umarł podczas wojny. Bob zafundował Hermionie lody, tym razem takie zjadalne. Hermiona rozkoszowała się miętowymi lodami, podczas gdy jej towarzysz odbierał swojego, arbuzowego. Zasiedli razem do stolika i pogrążyli się w rozmowie.
Dowiadywali się o sobie coraz więcej..
Dowiadywali się o sobie coraz więcej..
-Uczęszczasz do Hogwartu? – Hermiona posmutniała, bo przecież chłopaka nigdy nie widziała w Hogwarcie.
Nagle zalało ją wiele zmartwień. Poznała chłopaka który ją lubił i fajnie jej się z nim gadało i nigdy ma już go nie spotkać? Odpowiedziała, z wyczuwającą, lekką nutką smutku w głosie:
Nagle zalało ją wiele zmartwień. Poznała chłopaka który ją lubił i fajnie jej się z nim gadało i nigdy ma już go nie spotkać? Odpowiedziała, z wyczuwającą, lekką nutką smutku w głosie:
-Tak, idę dokończyć naukę, ponieważ podczas wojny było to dla mnie niezbyt możliwe.- odkąd wojna się skończyła ona była dość ważną osobistością, choć nie tak jak Harry, ale zasłużyła też sobie wynajdując troszkę nowych, ale bardzo pożytecznych zaklęć.
-Czemu tak smutno mówisz o tej szkole? Ktoś Cie w niej krzywdzi? Słyszałem, że jest w niej cała masa tolerancyjnych ludzi. A sama szkoła świetnie uczy. Dlatego się do niej przeniosłem.
Hermionie od razu powrócił humor.
-Nikt mnie w niej nie krzywdzi. – pomyślała o Malfoy’u
-Jest tam wiele miłych osób- i tez przystojnych, znowu Malfoy
- A powiedziałam o niej, bo przed tobą spotkałam kolege, którego dawno nie widziałam o on potraktował mnie.. inaczej niż się spodziewałam.
Skłamała szybko, znowu Malfoy, czy ona do jasnej cholery może przestać o nim Myślec? Zaczynam zachowywać się jak Pansy, ciekawe, ile minie aż zacznie latać za nim jak pies-mops.Uśmiechnęła się lekko na myśl o płaskiej twarzy Pansy wrzeszczącej na nią że Draco jest jej.
Chłopak wyczuł jej frustracje i nie dopytywał o kogo chodzi. Jak oni się świetnie rozumieli. Spojrzał na zegarek.
Niestety tego się obawiał. Jeśli zaraz nie wyjdzie, spóźni się.
Niestety tego się obawiał. Jeśli zaraz nie wyjdzie, spóźni się.
-Hermiono wybacz, ale muszę już iść.
Podszedł do jej krzesła, odsunął je, po czym złożył krótki pocałunek na jej ręce . Hermiona zarumieniła się i pożegnała. Była szczęśliwa, bardzo. Ale… on odszedł, odprowadziła go wzrokiem aż zniknął za skrętem.
Spojrzała na zegarek, zostały 2 godziny, mogła jeszcze gdzieś pójść - może do domu żeby jeszcze napisać karteczkę rodzicom? Nie... oni wiedzieli. . Ruszyła przed siebie, obierając kierunek - sklepy bliźniaków. Fred nigdy nie wyciął takiego kawału, udawał że umarł! No, co jak co, ale ten żart śmieszny na pewno nie był.
♫ ○ ♪ ○ ♫ ○ ♪
Bob biegł jak nigdy dotąd.Ujrzał znajomą sylwetkę nie było widać twarzy ponieważ osoba miała czarny kaptur. Nie uszło jego uwadze, że właścicielem, a raczej właścicielką ciała jest Kobieta.Przyśpieszył kroku z
szyderczym uśmiechem na twarzy -
Bob biegł jak nigdy dotąd.Ujrzał znajomą sylwetkę nie było widać twarzy ponieważ osoba miała czarny kaptur. Nie uszło jego uwadze, że właścicielem, a raczej właścicielką ciała jest Kobieta.Przyśpieszył kroku z
szyderczym uśmiechem na twarzy -
-Gdzieś ty się szlajał?!! Masz to?!
Spytała tajemnicza kobieta.
Spytała tajemnicza kobieta.
-Tak-powiedział wyciągając sakiewkę z kieszeni (nie było w niej pieniędzy)
Kobieta łapczywie wyciągnęła rękę , lecz chłopak był szybszy i schował sakiewkę.
-Wszystko ma swoją cenę - powiedział z szyderczym uśmiechem jednak zaraz tego pożałował.-
Ponieważ kobieta wydarła się na niego. (nie będziemy używać brzydkich słów)
-Nie tym tonem-powiedział bardzo spokojnie
-Naucz się mówić z szacunkiem do lepszych od siebie-na jego twarzy pojawił się jadowity uśmiech Nie wszyscy mają tyle cierpliwości...BELLA..
-Och! Ja się przynajmniej nie spoufalam ze szlamami, w przeciwieństwie do Ciebie!
- Szlamy są po to, żeby się nimi bawić, to nie człowiek, nie zwierzę a zabawka, więc czemu mam nią nie bawić?- Nie wiedział, że zgodnie z wygłoszoną mową ponętna szatynka o oczach koloru gorącej czekolady jest zabawką nie wartą zatrzymania po jej "zużyciu", ale niektórymi zabawkami można zrobić sobie krzywdę..
-Ale szlamy są brudnymi zabawkami, a przecież nie chcemy żeby dziecko się pobrudziło - jej oczy wyrażały szyderstwo, kontrastujące z ironicznie słodka minką, jakby zwracała się do bobasa.
- Słuchaj, zachowuj się, albo nie dostaniesz tego, na czym tak Ci zależy.
Twarz kobiety momentalnie spoważniała.
- Liczę do trzech a ten worek ma być w mojej ręce. - To była idealna zabawa dla Boba... podenerwować Belle, och, co za zaszczyt!
-Raz.... - uśmiechnął się ironicznie "Ona na prawdę myśli, że jej to dam?"
-Dwa.....- Na jej twarzy pojawił się bezpodstawnie triumfujący uśmieszek. Trixi sięgnęła za pazuchę, co uszło uwadze szatyna, który lustrował ją wzrokiem cały czas trzymając w ręce sakiewkę.
- Trzy - To się stało w mgnieniu oka. Najpierw oślepiająco biały błysk, uczucie lekkości i sakiewka.. w rękach czarnowłosej.
-Jak ty to?
-Niewerbalne zaklęcie odcinające umysł od rzeczywistości. Ta mała szlamcia Granger przynajmniej raz się na coś przydała... -
Zamarł. Ta słodka dziewczyna, o malinowych, idealnych ustach które aż się proszą by je pocałować, ta mądra kobieta o pięknych kształtach Szlamą? W jednej chwili wszystkie stworzone przez niego zasady runęły. Ale trzeba zachować pozory.
- Szlamy nie są pożyteczne do niczego innego niż zabawa. I to ja jestem ten brudny? - odpowiedział, a na jego twarz wstąpił ironiczny uśmiech.
۩ ٭ ۩ ٭ ۩ ٭ ۩
-Stary kompletnie Ci odbiło żeby się tak do mnie skradać? - rzekł z udawanym oburzeniem przystojny blondy.
- Znasz mnie, ja nigdy się z Tobą normalnie nie przywitam. - Blondynowi przed oczami wyobraźni śmignęło wiele spotkań z przyjacielem. Na przykład to jedno, w którym Diabeł stał za nim, zawołał po jego twarzy spływał już jakiś glut.
- Och szanowny pan żartowniś, może olej szkołę i zostań klaunem?
- Rozważałem tą opcję, ale w tedy by to oznaczało brak możliwości robienia psikusów TOBIE przez co najmniej 10 miesięcy - Blaise uśmiechnął się pokazując rząd białych zębów.
- Dobra chodź, wole się nie spóźniać na spotkanie z Przeznaczeniem. - Twarz Blaise'a momentalnie spoważniała
- CO SIĘ TAK PATRZYSZ!? MUSIMY IŚĆ! - i nie czekając na blondyna wstał i ruszył w tym samym kierunku, skąd przyszedł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz